Mój baca wybudowoł nowom chałupe. Pikna była! Miały w niej mieskać cepry przyjezdzające ku nom na wakacje. Cepry – wiadomo - jak przyjadom w góry, to lubiom mieskać w prymitywnyk góralskik warunkach. No to baca postanowił im te warunki zapewnić. Kazdy pokój posiadoł własnom łazienke, lodówke, telewizor... no, jednym słowem dokładnie takie prymitywne warunki, jakie lubiom cepry. Kie chałupa została ukońcona, gaździna pedziała bacy, coby następnego dnia doł do gazety ogłosenie, ze bedzie mozno u nos znaleźć pikny nocleg. W środku nocy jednak, zanim ten następny dzień nadsedł, baca obudził gaździne.
- Cego fces, ojciec? – spytała gaździna.
- Fciołek ci ino pedzieć, ze nie bede dawoł do gazety ogłosenia o noclegak u nos – pedzioł baca.
- A to cemu? – zdziwiła sie gaździna.
- Bo nasa nowa chałupa właśnie sie pali. – wyjaśnił ze stoickim spokojem baca.
Gaździna tak podskocyła, ze mało głowom w sufit nie pukła. Przerazona, w kosuli nocnej, wybiegła na pole. Baca godoł prawde. Cy jakie zwarcie elektrycne nastąpiło, cy jak – z okien nowej chałupy buchały płomienie ognia. Gaździna chyciła jakieś wiadro, napełniła je wodom z potoka i chlusnęła w ogień. Potem jesce roz poleciała do potoka i jesce roz ... W tym zapale gasenia pozaru zabocyła o bozym świecie. Nawet nie zauwazyła, ze jej wysiłki nicego nie dajom, bo pozar ino robi sie coraz więksy. A baca tyz wysedł do pola i zamyślony poziroł, jak ogień trawi syćko to, co dopiero zbudowoł.
Kie gaździna w swej beznadziejnej walce z zywiołem napełniła wiadro po raz kolejny, zauwazyła zamyślonego bace. Wściekło podesła ku niemu i całom wode z wiadra wylała na jego głowe.
- Co ty robis, matka? – zdziwił sie baca – Dyć to chałupa sie pali, nie jo.
- Widze, ze sie nie palis! – krzyknęła gaździna – A najbardziej to sie nie palis do gasenia pozaru!
- Bo sie zastanawiom - odrzekł baca.
- Nad cym?
- Bo popełniłek dziś jeden grzych i zrobiłek jeden dobry ucynek. No i teroz nie wiem, cemu wybuchł ten pozar? Cy to Pon Bócek karze mnie za grzych, cy diabeł mści sie za dobry ucynek?
- Jak sie natychmiast nie weźmies do gasenia pozaru - zagroziła gaździna – to chyba zaroz chyce cie i wrzuce do tej płonącej chałupy!
- Dojze, matka, spokój. Jo jestem od pasienia owiec, nie od gasenia pozarów. A od pozarów to jest nasa ochotnica straz pozarno, ftóra właśnie ku nom jedzie.
Rzecywiście juz jechoł w nasom strone wóz strazacki. Widocnie ftoś we wsi dostrzegł łune na niebie. Ino było juz za późno. Strazacy dzielnie sie uwijali, ale i tak po chałupie zostało niewiele. Właściwie, nie licąc fundamentów, trza było syćko budować od nowa.
Ale jak sie rozesła wieść o nasym niescynściu, mieskańcy nasej wsi i okolic postanowili pomóc i zacęli zbierać lo nos dutki na budowe nowej chałupy. Jeden doł więcej, inksy doł mniej – kielo fto mógł. W sumie chyba z tysiąc osób cosik nom doło! Ino Felek zza wody nie doł nic, bo pedzioł, ze on barz fciołby dać, ale nie moze, bo akurat brakuje mu dutków. No, ale to najbogatsy cłek we wsi, więc nikogo nie zdziwiło, ze tak pedzioł.
Dzięki zebranym dutkom baca wartko wybudowoł nowom chałupe. Nie dosedł, cy tamtom poprzedniom spalił mu Pon Bócek za kare, cy diabeł z zemsty, ale jo se myśle, ze to nie Pon Bócek. No bo jo mom więcej grzychów niz mój baca, a mi mojej budy Pon Bócek jesce nigdy nie spalił. Jeśli zaś te chałupe spalił diabeł, to wysedł na tym jako Pyrrus na swoim własnym zwycięstwie. No bo pomyślcie ino – spośród syćkik blizsyk i dalsyk sąsiadów tysiąc osób pomogło mojemu bacy, a ino jeden Felek nie pomógł. Cyli ... diabeł przegroł z Ponem Bóckiem tysiąc do jednego! Takiej porazki to nawet naso piłkarsko reprezentacja na tyk mistrzostwak nie do rady ponieść, choćby nie wiem, jak kiepska grała. Hau!

Pozdrawiam, za uszkiem skrobie-Anecka